Do kościoła dodać choć cegłę

Do kościoła dodać choć cegłę

 

O zabytkach Kazimierza nad Wisłą napisano niejedną książkę. Znajdują się one na wielu obrazach namalowanych przez artystów, których od dawna przyciąga tu ten jedyny w swoim rodzaju zespół urbanistyczno-krajobrazowy, łączący walory zabytków architektury z malowniczym ich położeniem. O Kazimierzu, niewielkiej wiosce, położonej niemal w środku diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, nie napisano jeszcze książki, choć być może jeszcze to nastąpi, gdyż i tu znajduje się niezwykły zabytek...

 

   Mniej więcej w tym samym czasie, gdy wojska polskie zwyciężały Krzyżaków pod Grunwaldem w okolicach dzisiejszego Kazimierza, gdzieś między Szczecinkiem a Wierzchowem

zasadzono dęby,

których drewno po upływie 200 lat użyto do budowy niewielkiego kościółka. Działo się to na początku XVII wieku, prawdopodobnie dokładnie w roku 1617. Na kamiennych i kamienno-ceglanych fundamentach wzniesiono założoną na planie prostokąta budowlę o konstrukcji szkieletowej, przykrytą dwuspadowym dachem, pokrytym cementową, zakładkową dachówką. Tzw. fachy, czyli pola zawarte pomiędzy drewnianą konstrukcją kościoła wypełniono cegłą. W zachodniej części nawy, w połowie wysokości dachu, wbudowano wieżę, pierwotnie zwieńczoną trójkondygnacyjnym dachem hełmowym z latarnią. W ówczesnym Kasimirshof, położony na niewielkim wzniesieniu kościółek był prawdziwą perełką. Oszczędzały go pożary i nie doświadczały grabieże, a patron świątyni - św. Mikołaj - spokojnie spoglądał na gromadzących się w jej murach wiernych. Mijały lata. To smutne, że gdy Kasimirshof zmienił nazwę na Kazimierz - dla położonego na niewielkim wzniesieniu kościółka, podobnie zresztą jak dla wszystkich kościołów w Polsce

nastały najcięższe czasy.

W rządzonym przez komunistów kraju nie było bowiem miejsca na kościoły, nie było pieniędzy na ich remonty. W rozsianych po pomorskiej ziemi PGR-ach kościoły zamieniano na magazyny lub po prostu - rozbierano je. Gdy w roku 1973 ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, bp Ignacy Jeż stanął z ówczesnym proboszczem parafii Wierzchowo, księdzem Teodorem Grzegórskim, u stóp niewielkiego wzniesienia w niewielkiej wiosce Kazimierz - położony na jego szczycie kościółek właściwie nadawał się do rozbiórki. „To było najprostsze rozwiązanie - wspomina dziś ksiądz Teodor - ale biskup Jeż zapytał, czy nie moglibyśmy go jakoś zabezpieczyć ? I tak też się stało. Przy ogromnym zaangażowaniu kilkudziesięciu mieszkających tu wtedy rodzin zabezpieczyliśmy go tak, że przez następnych 25 lat służył kazimierskiej wspólnocie jako miejsce sprawowania Najświętszej Ofiary i modlitwy”.

 

Kościół jednak trzeba było rozebrać,

ale nastąpiło to dopiero teraz, w roku 1999 i nie po to, by przestał istnieć, ale po to, by zaczął żyć na nowo. Z inicjatywy władz samorządowych gminy Biały Bór, na terenie której leży Kazimierz, zrodził się bowiem pomysł renowacji świątyni. Pomysł wsparła finansowo Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, a trudnego zadania odrestaurowania kościoła podjęła się słupska firma „Amber” Ryszarda Mieczkowskiego, mająca duże doświadczenie w renowacji tego typu zabytków. W ciągu 11 dni rozebrano całą budowlę, zachowując z pietyzmem wszystkie nadające się do wykorzystania elementy drewnianej konstrukcji i zastępując nowymi te, które wymagały wymiany. We wspomniane już fachy wstawiono spojone odpowiednią zaprawą cegły. Położono nowy strop, zbudowano podstawę wieży , zawieszono dwa dzwony i... wiechę.

24 września 1999 roku odbyła się szczególna uroczystość.

Przybyli na nią proboszczowie: Białego Boru - ks. Andrzej Bujar i Starego Chwalimia - ks. Tadeusz Kaczmarek, a także wieloletni proboszcz Wierzchowa - ks. kanonik Teodor Grzegórski, przedstawiciele gminy Biały Bór, pracownicy firmy „Amber” i parafianie. Po 26 latach u stóp niewielkiego wzniesienia w niewielkiej wsi Kazimierz, należącej dziś do parafii Stare Wierzchowo, znów stanął biskup, tym razem wizytujący parafię biskup Paweł Cieślik. U jego boku stanął proboszcz Starego Wierzchowa - ks. Zdzisław Lewicki. Podziękował on wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do odbudowy kościoła, a zwracając się do pasterza diecezji powiedział: „Twojej modlitwie, księże biskupie, chcemy złożyć Panu Bogu dziękczynienie i prosić o Boże błogosławieństwo na dalszą pracę”. W odpowiedzi, biskup Paweł Cieślik w słowie poprzedzającym akt poświęcenia odbudowywanej świątyni, zwracając się do licznie zgromadzonych, niemal wszystkich spośród 52 mieszkańców Kazimierza i zacnych gości powiedział: „Nie spodziewałem się, że spotka mnie tu tak radosna chwila. Do niedawna jeszcze niewiele słyszałem o Kazimierzu. Dziś wiem, że to miejsce niezwykłe. Na ziemi, na której trudno żyć pojawia się oto piękny znak tego życia i tym znakiem jest właśnie ta odradzająca się świątynia. To zasługa mieszkańców tej ziemi i im należą się szczególne słowa uznania”.

Czeka ich jeszcze wiele pracy.

Trzeba dźwignąć do góry wieżę, przykryć świątynię dachem i wszystko pięknie wykończyć: na zewnątrz i w środku. Ale gdy patrzyłem na rozradowane twarze mieszkańców Kazimierza, którzy wraz z pasterzem diecezji i zaproszonymi gośćmi zasiedli do wspólnego posiłku pod błękitnym niebem - miałem wrażenie, że bardzo chcą tego dokonać, że bardzo im na tym zależy. Z serca życzymy więc całej parafialnej wspólnocie, by z Bożą pomocą i przy wsparciu dobrodziejów, rozpoczęte dzieło odbudowy kościoła św. Mikołaja udało się doprowadzić do końca, choć już dziś właśnie tu, w Kazimierzu urzeczywistniły się strofy wiersza Wincentego Pola, który pisał:

Żyć za swe czasy, czcić czasy ubiegłe,

I sad zasadzić, a i dom postawić,

I sławy ojców za siebie poprawić,

I do kościoła dodać chociaż cegłę.

J. R.

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu