Kościół w oczach dziecka

Kościół w oczach dziecka

   Tym razem zajrzałem na jedną z lekcji wychowawczych w pewnej polskiej szkole. I oto słyszę jak pani pyta pierwszoklasistów kim chcieliby być w przyszłości. Odpowiedzi, a co za tym idzie – marzenia i plany są różne. W pewnym momencie wśród wielu całkiem realnych propozycji pojawia się dość niezwykła.

– Chciałbym zostać św. Mikołajem – mówi Paweł.

– To ciekawe – odpowiada pani – pewnie lubisz dawać innym prezenty.

– Nie, proszę pani – zdecydowanie sprzeciwia się Paweł. Chciałbym nim zostać, bo... św. Mikołaj pracuje tylko jeden dzień w roku!

   No i co ? Trzeba przyznać, że sprytnie to sobie Paweł wymyślił. Faktycznie, raz w roku, 6 grudnia, pamiętając owianą legendą postać biskupa Miry, podobnie jak on obdarowujemy innych prezentami, dajemy od siebie coś, co innym ma sprawić radość. Podobnie też, jak przed wiekami, również dzisiaj św. Mikołaj i jego ziemscy pomocnicy pamiętają przede wszystkim o tych dzieciach, o których nikt nie pamięta, o tych, które tego wieczoru może bardziej niż inne przyciskają nos do szyby, wypatrując tajemniczej postaci z workiem na plecach.

   Zaraz! Zaraz! Jak jednak Paweł zostanie św. Mikołajem, skoro uprawnień do wykonywania takiego zawodu nie nabywa się po ukończeniu nawet najlepszej szkoły ? Chyba, że..., no właśnie – chyba, że będzie to szkoła życia, do której uczęszcza każdy i to od chwili narodzin. A uprawnienia św. Mikołaja ?

   Cóż, tak naprawdę ma je każdy z nas. Oto przykład. Pewna rodzina od ładnych paru lat, każdego nie tylko 6 grudnia, pamięta o innej wielodzietnej rodzinie, wspomagając ją na różne sposoby. Podobnie jak św. Mikołaj pozostają anonimowi.

   Tak więc św. Mikołajem może zostać nie tylko Paweł i choć św. Mikołaj pracuje tylko raz w roku, nic straconego, bo w pozostałe dni... można wyręczać innych świętych.

J. R.

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu