Maszyny z Sójczego Wzgórza

Maszyny z „Sójczego Wzgórza”

   Niemal każdy z nas będąc dzieckiem, coś zbierał. U wielu pasje te, kontynuowane przez lata, doprowadziły do powstania wspaniałych, niejednokrotnie unikatowych kolekcji. Jedną z nich jest zbiór Henryka Kosiłowicza i jego syna Michała, mieszkańców „Sójczego Wzgórza” w sąsiadującej ze Szczecinkiem Trzesiece. Chciałoby się powiedzieć: Ci wspaniali mężczyźni i ich niezwykłe maszyny.

Pan Henryk nigdy nie miał problemów z naprawieniem różnego rodzaju sprzętów i stąd nie tylko przez najbliższych nazywany był „złotą rączką”. Na początku lat 70-tych jego zamiłowanie do techniki zaowocowało jednak czymś więcej. Wtedy właśnie rozpoczęła się trwająca do dziś wielka przygoda kolekcjonowania niezwykłych maszyn. W odróżnieniu od innych rodzajów zbieractwa - kolekcjonowanie to połączone jest z ustawiczną renowacją i konserwacją zdobywanych okazów, co z kolei wymaga ogromnej wiedzy na ich temat i ciągłego jej poszerzania. Prawdziwym oczkiem w głowie pana Henryka i jego syna Michała, który poszedł w ślady ojca i podobnie jak on pasjonuje się techniką i jej historią jest amerykański, wojskowy samochód terenowy „Jeep Willys” z 1942 roku, który uważany jest za praojca wszystkich samochodów terenowych świata. To właśnie on stoi wśród ośmiu pojazdów w Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku jako jeden z samochodów, które przyczyniły się do rozwoju współczesnej motoryzacji. Mówi się, że „Jeep Willys” wygrał II wojnę światową i choć w stwierdzeniu tym jest z pewnością dużo przesady, to faktem jest, że wyprodukowany w liczbie blisko 650 tysięcy egzemplarzy był najczęściej spotykanym samochodem na froncie zachodnim od Normandii po Łabę. Po zakończeniu wojny samochody te w ramach pomocy udzielanej przez Amerykanów trafiały do Związku Radzieckiego i Polski, a z czasem z instytucji wojskowych kierowane były do cywilnych zakładów pracy i ośrodków szkolenia samochodowego. Egzemplarz będący w posiadaniu pana Henryka zakupiony został przez niego wiele lat temu od białogardzkiej Ligi Obrony Kraju. Jednak, jak sam mówi: „odrestaurowanie każdej maszyny nie może polegać wyłącznie na jej pomalowaniu”. Tak też było z „Willysem”, który zanim zobaczył pędzel i zieloną farbę rozebrany został na najdrobniejsze części, z których wiele trzeba było bądź naprawić, bądź po prostu dorobić. Te oryginalne bardzo łatwo rozpoznać po tłoczonej nawet na najmniejszej śrubce literze „F”, będącej dowodem na to, że współproducentem „Willysa” była firma „Ford”. „Dodatkowym utrudnieniem - mówi pan Henryk - jest fakt, że wszystkie śruby, jak przystało na anglosaską maszynę, są tutaj calowe, co wymaga dodatkowego oprzyrządowania”. „Willys” z „Sójczego Wzgórza” jest aktualnie zarejestrowany i wciąż „na chodzie”, podobnie zresztą jak inny, odrestaurowany przez parę Henryk i Michał samochód - Volkswagen „Garbus” z 1971 roku. Jedynie Opel „Olimpia” z 1937 roku trzymany jest w częściach na wymianę, gdyż panowie składają obecnie kolejne cacko, jakim jest „Harley-Davidson”. Motocykle to bowiem druga część kolekcji. Jej trzon stanowią: popularny niegdyś „Junak” z 1961 roku, niemiecki DKW z 1937, BMW 250 i czeskie „Jawy” o pojemności: 250 i 175 centymetrów sześciennych. Co się zaś tyczy „Harleya”, to: „musimy się spieszyć - mówi pan Henryk - gdyż czas działa na naszą niekorzyść. Coraz trudniej jest zdobyć brakujące części, ale mamy nadzieję, że nam się to uda”.

Przy tej okazji warto nadmienić, że pasje pana Henryka wiążą się z wcale niemałymi wydatkami, na które żona pana Henia patrzy z mieszanymi uczuciami. Jednak i jej udzielają się zainteresowania chłopaków i na przykład - jak twierdzi - do „Willysa” tak się przyzwyczaiła, że nie oddałaby go za żadne skarby. Tak więc pana Henryka czekają kolejne starania, aby w ciągu najbliższych miesięcy „Harley” stanął na... kołach.

   Gdy pytam o to, po co tak naprawdę to wszystko - pan Henryk odpowiada z głębokim przekonaniem: „Jestem pewien, że dzięki nam te maszyny, będące wytworem myśli i pracy człowieka sprzed wielu lat, zostaną ocalone od zapomnienia i będą żyć nadal”. I rzeczywiście, w mieszkaniu pana Henryka można znaleźć jeszcze inne dowody na to, że tak właśnie jest. „Mercedes”, „Olimpia” i „Royal” - to marki maszyn, tym razem maszyn do pisania, które stoją na starych, odnowionych przez pana Henia meblach. Na to wszystko patrzy, odmierzający czas stary zegar. Mijają miesiące i lata, a maszyny z „Sójczego Wzgórza” wciąż wyglądają jak nowe.

J. R.

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu