Radosne słuchanie Piotra i Pawła

Radosne słuchanie Piotra i Pawła.

   Wyposażeni w niewielkie odbiorniki wyszli z mamą na przechadzkę. Tego dnia wiał silniejszy niż zwykle wiatr. Chłopcy od razu spojrzeli na mamę, wyraźnie odkrywszy coś, czego do tej pory nie znali. W ich oczach widać było zaskoczenie i podziw zarazem i pytanie: „Co to jest ?” „To wiatr” - odpowiedziała mama. „Wiatr” - powtórzył Piotr. „To wiatr” - dodał Paweł.

I obaj zasłuchali się w ten dźwięk jak w najpiękniejszą symfonię, symfonię, której nigdy przedtem nie słyszeli.

   Właściwie można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Pewnego dnia Adam przyjechał do Szczecinka z odległej o kilka kilometrów Mosiny na motorze i wówczas po raz pierwszy w życiu zobaczył Beatę. Powiedział sobie wtedy, że ta wspaniała dziewczyna będzie jego żoną. I tak też się stało. 5 lipca 1986 roku Beata i Adam stają przed ołtarzem. Zaraz po ślubie zamieszkują w Mosinie u rodziców Adama. Wkrótce potem rodzi się Paulina. Mijają miesiące. Młodzi rodzice świetnie dają sobie radę w nowej roli. Są szczęśliwi, że dziecko jest zdrowe, że wszystko, nie licząc problemów, z którymi boryka się każda polska rodzina, układa się pomyślnie. Po drugich urodzinach Paulinki - Beata postanawia zrobić porządek z zębem, przy którym wyrosła niewielka narośl. Nikt nie lubi wizyt u dentysty, ale nikt też nie przypuszczał, że ta tak bardzo odmieni ich życie. Kolejne wydarzenia potoczyły się gwałtownie jedno po drugim. Po usunięciu owej narośli dochodzi u Beaty do ostrego zapalenia górnych dróg oddechowych. Prawie na sygnale, z pomocą swoich rodziców, dociera do Szczecinka. Nie może złapać tchu, po prostu się dusi. Lekarz decyduje się na podanie gentamycyny. Beata rozpaczliwie macha rękoma. Chce coś powiedzieć. Wreszcie udaje się jej wyksztusić, że od kilku tygodni jest w ciąży. Lekarz sprawę stawia jasno: gentamycynę podać musi, a ciążę trzeba będzie usunąć, gdyż dziecko, które się urodzi na pewno będzie upośledzone. Dla pana w białym kitlu wszystko jest jasne, dla Beaty i Adama - nie. Nie mogą się pogodzić z tym, że zdrowie Beaty wyklucza zdrowie dziecka. Skoro jednak antybiotyk podać trzeba decydują, że tak ma być. Oboje też podejmują decyzję, że wbrew wszystkiemu Beata urodzi dziecko. Zawierzają Bogu, dużo się modlą - i oni i ich rodzice.

W 1989 roku przychodzi na świat Paweł. Miejsce dotychczasowych obaw zajmuje radość z narodzin syna. Wydaje się, że jest zdrowy, choć lekarze przestrzegają, że ewentualne uszkodzenie słuchu wywołane podaniem gentamycyny będzie możliwe do stwierdzenia znacznie później. Pawełek jest spokojny i często zamyślony. Wkrótce okazuje się jednak, że żyje w świecie ciszy. Lekarze stwierdzają prawie stuprocentową utratę słuchu. Beata i Adam są załamani, ale nie poddają się. Do tej pory szpitale i kliniki istniały obok nich, a Centrum Zdrowia Dziecka znali tylko z telewizji jako miejsce, do którego trafiają bardzo chore dzieci ze swoimi zmartwionymi rodzicami. Teraz mieli podzielić ich los. Stali na początku bardzo długiej drogi, którą jednak musieli przejść. Rozpoczynają się liczne badania, skierowania do kolejnych przychodni, szpitali i klinik. Tymczasem Beata spodziewa się kolejnego dziecka. Lekarze uspokajają, że teraz nic mu już nie grozi. W 1990 roku rodzi się Piotr. Radość wszystkich jest ogromna. Jednak po upływie kilku miesięcy babcia Lucyna zauważa, że Piotruś zachowuje się jakoś dziwnie. Beata i Adam odrzucają te uwagi. Mówią, że Piotr jest zdrowy, że nie widzą nic szczególnego. Tak naprawdę jednak nie chcieli widzieć tego, z czym wkrótce musieli się pogodzić. Piotruś nie słyszał. Lekarze stwierdzają, że ubytek słuchu jest nieco mniejszy niż u Pawła, ale i tak bardzo duży. Są zaskoczeni. Przecież od podania gentamycyny minęły już blisko dwa lata. Fakt pozostaje jednak faktem. Obaj chłopcy nie słyszą.

W tym czasie Spółdzielnia Rolnicza w Mosinie, w której pracował Adam ogłasza upadłość. Za posiadane udziały kupuje dom, w którym do tej pory znajdowały się biura spółdzielni. Po remoncie mogą się przeprowadzić na swoje. Adam dużo pracuje. Jako technik budowlany zawsze gdzieś znajduje jakieś zlecenie. Pieniądze są im przecież bardzo potrzebne na wizyty u lekarzy, na bilety. A z Mosiny do Koszalina, Szczecina i Warszawy daleka droga. I dosłownie i w przenośni. Dopiero po wielu staraniach docierają do Centrum Zdrowia Dziecka. Tutaj po bardzo ciężkich, prowadzonych pod narkozą, badaniach okazuje się, że wszczepienie chłopcom inplantów, dzięki którym mogliby słyszeć jest niemożliwe. Zapada wyrok, z którym rodzice Piotra i Pawła nie zgadzają się. Jeżdżą do kolejnych lekarzy: laryngologów, psychologów i logopedów. Chłopcy korzystają z aparatów słuchowych, które jednak na niewiele się zdają. Uczą się mówić, ale jakiekolwiek wyniki ich ciężkiej pracy przychodzą z ogromnym trudem. Oni po prostu nie słyszą. Za to rozumieją, i to doskonale, wszystko co się do nich mówi, patrząc na usta. W którymś momencie tej wędrówki po przychodniach i różnego rodzaju ośrodkach Beata i Adam trafiają z dziećmi do Sławna, do ośrodka dla dzieci głuchych i głuchoniemych. Szybko jednak orientują się, że umieszczenie Piotra i Pawła w takim ośrodku oznaczałoby poddanie się i być może zamknięcie ich na zawsze w świecie ciszy.

Podejmują jeszcze jedną próbę. Latem 1996 roku podczas trwającego w Unieściu dwutygodniowego mityngu dla dzieci niesłyszących - po raz pierwszy stykają się ze wspomagającymi aparaty słuchowe urządzeniami amerykańskiej firmy Phonic Ear z systemem FM. Beata zakłada miniaturowy nadajnik a Pawełek - odbiornik. Wychodzą do różnych pomieszczeń. Beata drżącym głosem woła syna, który po chwili ukazuje się w drzwiach. Wpadają sobie w ramiona. Paweł po raz pierwszy usłyszał głos matki. Okazuje się, że granica między światem ciszy a światem ludzi słyszących jest możliwa do przekroczenia. Ale paszport jest bardzo drogi.Za tego typu urządzenie dla obydwu chłopców trzeba zapłacić 8 tysięcy złotych. Na razie jest to niemożliwe.

We wrześniu ubiegłego roku Piotr i Paweł za zgodą dyrektora Szkoły Podstawowej nr 7 w Szczecinku Mieczysława Makowskiego rozpoczynają naukę w pierwszej klasie. Piszą i rysują tak jak inni, ale w dalszym ciągu nie słyszą. Na początku listopada  Rada Rodziców Szkoły nr 7 kierowana przez Marka Czaję przy ogromnym zaangażowaniu zastępcy dyrektora szkoły Marii Wiatrowskiej kieruje do wszystkich ludzi dobrej woli prośbę o pomoc dla Piotra i Pawła. I oto dzieje się coś wspaniałego. W ciągu dwóch miesięcy na konto wpływa niezbędna kwota. Aparaty Phonic Ear są ich ! Ten moment cała rodzina będzie pamiętać długo, gdy obaj chłopcy założywszy odbiorniki, stojąc plecami do mamy, odpowiadali posłusznie na jej polecenia. Łzy radości płynęły po policzkach siostry, rodziców i dziadków. Gdy wyszli na podwórko po raz pierwszy usłyszeli jak szczeka ich Rambo, jak gdaczą kury i gęgają gęsi. Podczas jednej z przechadzek usłyszeli wiatr. I obaj zasłuchali się w ten dźwięk jak w najpiękniejszą symfonię, symfonię, której nigdy przedtem nie słyszeli.

 

                                                                             J. R.

P.S. W niedzielę,15 marca,w kaplicy pw. Świętej Rozalii w Szczecinku została odprawiona Msza Święta dziękczynna, na której modlono się w intencji wszystkich ofiarodawców. W przyszłym roku Piotr i Paweł przystąpią do Pierwszej Komunii Świętej.

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu