Stradivarius z Wojnówka

Stradivarius z Wojnówka

Stradivari, Amati, Guarneri i Ruggeri - to nazwiska największych włoskich lutników, wychowanych w słynącej z najlepszych na świecie skrzypiec - kremońskiej szkole lutniczej. Cremona - to duże miasto w płn. Włoszech, w którym w XVI-XVIII wieku znajdował się znany ośrodek wyrobu instrumentów muzycznych. W XVII-wiecznej Polsce słynnym ośrodkiem lutniczym było Wilno z rodziną Dankwartów i Kraków z rodziną Grobliczów. Dziś do miast tych  dołączył  Poznań. Wydział Lutnictwa tutejszej Akademii Muzycznej kończą rocznie 2-3 osoby. Obecnie mamy w Polsce ok. 100 lutników, z których co dziesiąty jest kobietą. Jedną z nich jest Irena Sobecka.

   Na mapie diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej niełatwo znaleźć Wojnówko - niewielką osadę w pobliżu Szczecinka, położoną między małym Lotyniem a jeszcze mniejszym Węgorzewem. Jednak właśnie tu, z dala od miejskiego zgiełku, w zaciszu pomorskiej wsi pani Irena postanowiła zamieszkać wraz z mężem Dominikiem i 4-letnią córeczką Kingą i otworzyć własną pracownię lutniczą. Przyjechała tu z Wodzisławia Śląskiego. Jej edukacja muzyczna była bardzo długa. Po sześciu klasach Podstawowej Szkoły Muzycznej w Wodzisławiu i nauce gry na skrzypcach, sześciu klasach Wydziału Lutnictwa Liceum Muzycznego w Poznaniu i pięciu latach studiów na Wydziale Lutnictwa poznańskiej Akademii Muzycznej - pani Irena w 1997 roku zdobyła dyplom lutnika. Jej praca dyplomowa obejmowała budowę dwóch instrumentów skrzypcowych. Jednym z nich była kopia słynnego „Stradivariusa”, drugim - skrzypce wykonane według własnego, oryginalnego projektu. Pierwsze z nich tak zachwyciły profesorów, że można je dziś oglądać w gablocie poznańskiej uczelni. O drugich wszyscy mówili, że będą „wielką niewiadomą”. Okazało się, że wydają z siebie dźwięk najwspanialszy i obecnie czekają na swojego właściciela. To właśnie czystość dźwięku decyduje o klasie instrumentu. Historia dostarcza wielu przykładów na to, że niejednokrotnie dopiero po kilku lub kilkunastu latach skrzypce osiągały swą najwyższą muzyczną wartość. Tak właśnie było ze skrzypcami Antonio Stradivariego, które za życia artysty były zdecydowanie mniej cenione od instrumentów budowanych przez niemieckiego lutnika Jakuba Stainera. Dopiero po latach, gdy drewno „Stradivariusa” odpowiednio przeschło i jego naprężenia rozłożyły się tak, jak zaplanował to  ich twórca - skrzypce Stradivariego wydały jasny, czysty i niepowtarzalny dźwięk. Z tych też względów instrumenty budowane przez panią Irenę nim znajdą swojego właściciela muszą „rozegrać się” pod jej ręką, a trwa to niekiedy nawet kilka lat.

Pierwszy instrument Irena Sobecka zbudowała mając 14 lat. Były to małe, dziecięce skrzypce. Od tego czasu zbudowała ich już 20. Były wśród nich małe i duże skrzypce, viola, gitara i surdynki - wąziutkie skrzypce chowane, jak sama nazwa wskazuje - w kieszeni surduta lub... we wnętrzu laski.

   Zbudowanie dobrych skrzypiec jest prawdziwą sztuką i wymaga bardzo starannego, ręcznego wykonania. Wybranie materiału, przygotowanie, obróbka, zestawienie poszczególnych części i wykończenie trwa miesiącami. Metody wyrobu skrzypiec niewiele zmieniły się od tych, stosowanych w XVIII wieku. Klocki na korpus skrzypiec, niczym kawałki tortu , wycina się z pnia drzewa. Na płytę wierzchnią korpusu wybiera się zwykle miękkie drewno świerkowe, na spodnią - twarde drewno jaworu. Najcenniejsze dla lutników jawory rosną w Rumunii, choć nie do pogardzenia są i te, rosnące w Tatrach. Każdy świerkowy, czy jaworowy wywrot, np. w Dolinie Kościeliskiej jest przez górali „rezerwowany” dla rodzimych lutników. Właśnie z Zakopanego przywozi drewno również pani Irena.

Wierzchnią i spodnią płytę korpusu skrzypiec skleja się w środku z dwóch desek, tak by słoje układały się równo i symetrycznie. Zarys instrumentu przenosi się z modelu na drewno i wycina piłą. Następnie dłutem żłobi się sklepienie i wygładza się je przy użyciu małych strugów, z których najmniejszy ma wielkość paznokcia kciuka. Wymagana jest przy tym niezwykła dokładność, gdyż nawet najmniejsze odchylenia od wzorcowych wymiarów mogą wpłynąć na rodzaj dźwięku. Na brzegach płyt korpusu specjalnym przyrządem wycina się rowki, w które wkleja się cienkie żyłki ciemnego drewna gruszy. Ozdabiają one instrument i jednocześnie zabezpieczają brzegi przed pęknięciem. Trzeba przy tym zaznaczyć, że pani Irena, podobnie jak zaledwie kilku polskich lutników, opanowała do perfekcji trudną sztukę intarsji - zdobienia instrumentów przy użyciu różnokolorowego drewna. Boczki korpusu skrzypiec wykonuje się z listew drewna jaworowego, które wygina się na formie gorącym żelazkiem, skleja i wzmacnia klockami. Po wyjęciu formy boczki łączy się ze spodem i wierzchem oraz szyjką i ślimakiem. Warto dodać, że do klejenia wszystkich elementów instrumentu używa się kleju sporządzonego według specjalnej receptury z kości królika lub rybich ości. Po wycięciu otworów rezonansowych w kształcie litery „f” i umocowaniu wykonanych z hebanu lub palisandru: podstrunnicy, podstawka, strunociągu, kołków i guzika - skrzypce po kilkunastokrotnym polakierowaniu specjalnym lakierem są gotowe. Jeszcze tylko cztery struny i smyczek i... można na nich grać, choć dużo jeszcze czasu upłynie nim będą grać naprawdę.

Tak więc rezultatem żmudnej i trudnej pracy lutnika jest piękny instrument, który całkowicie poddaje się woli muzyka. Te, które zbudowała pani Irena słyszano już na wielu koncertach. Można je również usłyszeć w szczecineckim kościele Narodzenia NMP, gdzie co jakiś czas podczas niedzielnej Mszy św. o godz. 9.30 pani Irena wydobywa zaczarowane dźwięki ze skrzypiec, z instrumentu, który ze wszystkich  pokochała najbardziej.

J. R.  

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu