Wolność przyniosła śmierć

Wolność przyniosła śmierć

 

Chalon-sur-Saone, 3 września 1940 r., godz. 17.00

Na stacji w Chalon stoi pociąg z żołnierzami belgijskimi. Od kilku tygodni są w drodze, powracając do kraju z odległego Limoux, położonego u stóp Pirenejów. Wśród nich jest starszy sierżant August Vangenechten. Urodził się 27 czerwca 1902 roku w Geel, niedaleko Antwerpii. Gdy wkroczył w dorosłe życie wybrał zawód żołnierza. Do 10 maja 1940 roku, tj. do napaści Niemiec na Belgię, pełnił funkcję wykładowcy w Szkole Artylerii w Brasschaat. Tego dnia musiał pożegnać się z żoną i ukochaną córeczką Josee. Jego jednostka ruszyła na południe i 15 maja przekroczyła granicę francuską. Wkrótce znaleźli się w Limoux - kilkadziesiąt kilometrów od Andory i tyleż samo od wybrzeża Morza Śródziemnego. August, podobnie zresztą jak jego koledzy, bardzo tęsknił za bliskimi i za Belgią. Dlatego też wszyscy z radością przyjęli wiadomość o zawartym 28 maja 1940 roku rozejmie z Niemcami, podpisanym przez belgijskiego króla Leopolda II. Po kapitulacji Francji, która nastąpiła miesiąc później - 22 czerwca - żołnierze belgijscy, nie przeczuwając podstępu, zaczęli powracać do kraju. Również jednostka Augusta Vangenechtena ruszyła na północ i po kilku tygodniach znalazła się w Chalon nad Saoną. Właśnie czekali na spodziewany od dawna sygnał odjazdu, gdy francuscy kolejarze donieśli im o zbliżających się jednostkach niemieckich. Na wszelką reakcję było już jednak za późno. Wkrótce, pozbawieni pasów i dystynkcji, stłoczeni po kilkudziesięciu w ciasnych wagonach jechali na wschód, na Pomorze, do niemieckiego obozu Stalag II B Hammerstein.

 

Hohenborn, 26 lutego 1945 r., godz. 13.00

Do jeńców, pracujących od czterech i pół roku w Arbeitskommando 914, dociera radosna, wydawałoby się, wiadomość: żołnierze Armii Czerwonej są już niedaleko, słychać ich czołgi. Niemcy w pośpiechu pakują się i uciekają. W grupie belgijskich niewolników jest August Vangenechten - numer obozowy 91806. Po krótkim pobycie w Stalagu II B Hammerstein  znalazł się wśród 25 jeńców belgijskich przewiezionych właśnie tu - do Hohenborn. Lata ciężkiej pracy, cierpień i tęsknoty za bliskimi dobiegały końca. Około godziny 13.30 na podwórze majątku, w którym zlokalizowane było Arbeitskommando 914 wjeżdża czołg z czerwoną gwiazdą na pancerzu. Radzieccy czołgiści, dowodzeni przez podpułkownika, rewidują stojących na podwórzu belgijskich jeńców i nakazują im marsz w kierunku Drzewian. Jednak w tym momencie August Vangenechten zostaje oddzielony od grupy. Następuje ponowna rewizja. Radzieccy żołnierze zabierają mu buty i ubranie. Jeden z nich wyciąga broń. August Vangenechten zostaje rozstrzelany.

 

Bobolice - Stare Borne, 1996-97

Na prośbę rodziny Augusta Vangenechtena i Ambasady Belgijskiej w Warszawie trwają poszukiwania grobu zamordowanego. Prowadzi je w Starym Bornem (dawne Hohenborn) Zakład Usług Komunalnych z Bobolic. Ciało Augusta przez kilka dni leżało przed budynkiem kwatery robotników belgijskich w Hohenborn, zanim Niemcy z Bornego, powróciwszy z rozrzuconych po pobliskich lasach kryjówek nie pochowali go w zbiorowej mogile wraz z dwoma zabitymi żołnierzami niemieckimi w przypałacowym parku. Tymczasem prowadzone po ponad 50 latach prace poszukiwawcze nie dały żadnych rezultatów - na ślad grobu nie natrafiono. Dokładna relacja wraz z dokumentacją fotograficzną prac poszukiwawczych trafia do Ambasady Belgijskiej, a następnie do rodziny Augusta Vangenechtena, która rezygnuje z dalszych poszukiwań. Córka Augusta, Josee Mastbooms-Vangenechten pragnie jednak, by w Starym Bornem znalazła się upamiętniająca jej ojca tablica.

 

Stare Borne, 10 maja 2000 r., godz. 10.00

Orkiestra Wojskowa VIII. Bałtyckiej Dywizji Obrony Wybrzeża gra Mazurka Dąbrowskiego i Brabansonę - belgijski hymn narodowy. Rozpoczyna się uroczystość odsłonięcia Krzyża i Tablicy Pamiątkowej, poświęconej belgijskim jeńcom wojennym, a w szczególności zamordowanemu Augustowi Vangenechtenowi. Wśród zaproszonych gości obecni są: córka Augusta - Josee Mastbooms-Vangenechten i jego brat, jest senator RP Krzysztof Majka, są przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych, księża okolicznych parafii, przedstawiciele lokalnych zakładów pracy, dzieci i młodzież ze Szkoły Podstawowej w Drzewianach. Licznie zgromadzili się również mieszkańcy Starego Bornego, którzy granej przez orkiestrę Brabansony zapewne nigdy przedtem nie słyszeli. Słyszeli natomiast o belgijskich jeńcach i opowiadali swoim dzieciom historię jednego z nich. „Obecna wśród nas rodzina Augusta Vangenechtena - mówił senator Krzysztof Majka - przez wiele lat czyniła starania, by odnaleźć miejsce spoczynku Augusta. Starania Państwa budzą głęboki szacunek i są dla nas Polaków zrozumiałe. Są nam bardzo bliskie. Kości Polaków są bowiem porozrzucane po całym świecie. Do dzisiaj tysiące polskich rodzin poszukuje grobów swoich bliskich. Do dzisiaj na Wschodzie odnajdywane są masowe mogiły naszych braci. Jesteśmy Państwu winni wdzięczność za przypomnienie nam nieznanych wydarzeń z lat wojny a także za powierzenie społeczeństwu polskiemu zaszczytnego obowiązku sprawowania opieki nad tym miejscem”.

   Akt sprawowania opieki nad pomnikiem w Starym Bornem na ręce dyrekcji Szkoły Podstawowej w Drzewianach przekazał Bronisław Malinowski - prezes Towarzystwa Ekologiczno-Kulturalnego w Bobolicach, które walnie przyczyniło się do upamiętnienia belgijskich jeńców wojennych i zorganizowania całej uroczystości. Krzyż i Tablicę Pamiątkową poświęcił kapelan garnizonu koszalińskiego ks. por. Marek Reimer, który wspólnie z proboszczem parafii Żydowo - ks. Wiesławem Kocem i księżmi okolicznych parafii - celebrował uroczystą Mszę św. za dusze pomordowanych i zmarłych belgijskich jeńców wojennych, odprawioną w kościele pw. św. Teresy w Drzewianach.

    Prezes Towarzystwa Ekologiczno-Kulturalnego w Bobolicach - Bronisław Malinowski - opracowując życiorys Augusta Vangenechtena napisał tak: „W chwili śmierci miał niespełna 43 lata i przed sobą długie oraz pogodne życie. Jest nie do pojęcia, że wolność przyniosła śmierć”.

Niestety, wiemy już, że nie po raz ostatni...

J. R.

wszystkie prawa zastrzeżone Janusz Rautszko © 2011r.
wykonanie i administracja SPDesign.eu